Dlaczego nie kocham moich kilogramów?

Nie było ani ładnie, ani zdrowo. Kilka lat temu kiedy zaczęłam się odchudzać osiągnęłam apogeum, waga wskazywała ok 150 kilogramów przy wzroście 175cm. Pisze około, ponieważ waga którą posiadałam wskazywala tylko do 130kg, a licznik się obrócił i oszalał.






Jak to się stało?! Nie ważyłam się wcześniej, żyłam w swojej czarnej strefie "komfortu" nosząc legginsy i rozciągliwe topy, zajadając czekoladki popijając je piwkiem lub winkiem, nie jedząc śniadania, a ostatecznie w wilczym głodzie pożerając pizze lub zapiekanki, bo szybko, bo tanio, bo wmawiałam sobie, że nie stać mnie na dietę. Jaką diętę, przecież mieszczę się w legginsy, dobrze mi w czarnym i jestem w miarę atrakcyjna hmm. Tak właśnie myślałam, do momentu aż w mieszkaniu strzeliły mi korki.
Błachostka, wskakujesz na krzesło pstryk i po sprawie! Nie dla mnie...
Owszem wzięłam krzesło, z trudem podniosłam nogę i próbowałam na nie wejść, choć trochę odbić się od ziemi (ta cholerna grawitacja) ostatecznie nie dałam rady, siedziałam po ciemku i płakałam, że jestem gruba.
Nawet teraz jak to pisze przechodzą mnie ciarki i mam łzy w oczach.

Ćwiczenia, siłownia, spacer? To nie było dla mnie, ciągle bolał mnie brzuch, albo kolana, albo po prostu wolałam sie nie pocić, bo nawet zwykłe kilka kroków sprawiało mi ból i doprowadzało do zadyszki. Kilka kroków i przerwa tak właśnie szłam na imprezę z moją przyjaciółką, w końcu dotarłyśmy, ja spocona i zmęczona, jak usiadłam tak wstawać mi się już nie chciało. Wypilam sobie trzy cieżkie czerwone słodkie winka (jezu ile to cukru, ile kalorii), ale przy mojej masie i wprawie nawet nie zakręciło mi się w głowie.

Wtyd... ogarniał mnie kiedy chciałam jakoś o siebie zadbać, kosmetyki kupowałam przez internet, bo przecież do drogerii (100m od domu) jest za daleko, na solarium wstydziłam się iść, bo przecież nie zmieszczę się do kabiny, albo co gorsza pęknie plexa. Został mi samoopalacz.

Wszystko  było nie takie, ubrania za małe (nigdy ja za duża), a to za gorąco, ta brzydka, ten kulawy i tak sobie szukałm wad u innych nie widząc swoich, a moze właśnie podświadomie je widząc. Wkurzali mnie dosłownie wszyscy, bylo tylko me, myself and I.

Kiedy od bliskich słyszałam choć jedno słowo dotyczące mojego ciała, reagowałam agresją, plułam jadem, a później tylko trzaskałam drzwiami i płakałam w samotności, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po pierwsze mają racje, a po drugie chcą dobrze. Ja wolałam zapić smutek kolejnym winem, słodkim oczywiście!

Osiągnęłam apogeum, zostawiłam zazdrosnego chłopaka, który chciał zamnąć mnie w złotej klatce i niestety udało mu się to na ponad 4 lata, awantury o wyjścia z domu, dawały mi popalić dla świętego spokoju zostawałam w domu dzień i noc. Praca siedząca, oczywisćie w domu, nie pomagala. Mój świat zamknął się do toksycznych czterech ścian z toksycznym człowiekiem. Już następnego dnia rano wiedziałam, że to była dobra decyzja, po co tylko tyle czasu zwlekałam?



Mój świat się odrodził, po kilkuletniej zimie przyszla wiosna, wszystko rozkwitło, ja też! Zderzenie z rzeczywistością nie było jednak tak piękne jak mi się wydawalo. Poszłam kupić karnet na basen, do dziś pamietam, jaka byłam podekscytowana, upocona i zasapana jak tam dotarłam. Jak możecie sie domyślać, życie to nie bajka, karnet kupiony, a na basenie nie pojawiłam się ani razu. No niestety stary kostium nie pasował, nie miałam czepka, a w ogóle to za daleko, przypominałam sobie w głowie podróż po karnet, w obie strony to przecież 200m!

Na basen nie poszłam, ale nic nie motywuje tak jak wyjście ze znajomymi, więc postanowiłam wyciągać ich na miasto, nad wisłe i we wszystkie inne fajne miejscówki żeby tylko chodzić! Nie poddałam się, chodzenie też sprawiało mi trudność i to był duży krok do przodu.



Nie wiem kiedy spadło mi pierwsze 10kg, ale poczułam ulge, uwielbiam jeździć na rowerze, wreszcie mogłam to robić bez (aż takiego) bólu kolan.
Zgubienie tych 10 kilogramów dało mi moc i więcej możliwości, czułam, że żyje, a w międzyczasie zakochałam się, już bardziej zrównoważona i silniejsza ja, która nie da się więcej wciągnąć w toksyczne manipulacje.
Później było tylko lepiej, więcej spacerów i sportu, zainteresowałam się zdrowym żywieniem, przeszłam na diete - nie było lekko.



Ćwiczyłam i zdrowo jadłam, kolejne kilogramy spadały i tak z 10 zrobiło się ich 30!
Im dalej tym trudniej, im wiecej robisz tym ciężej o 'kopa' dla organizmu, ale nie poddam się, bo walczę wciąż o swoje zdrowie.

Chce być niezależna i nie ograniczona kilogramami, a przede wszystkim zdrowa, żeby założyć rodzinę i mieć siłę biegać za małym potomkiem ;-)
Chce, żeby moje dziecko miało dobry przykład i dobry start, i od małego uczyło sie dobrych nawyków żywieniowych (czego ja nie dostałam).



Nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko zależy od chęci i motywacji. Wzloty i upadki są i będą zawsze, ważne jest to by znaleźć w tym wszystkim równowagę.

To samo dotyczy akceptacji, akceptuje swoje ciało i dbam o nie (pisałam o tym w poście o ciałopozytywności), co nie oznacza, że jestem dumna z mojej otyłości. Kilogramy mi ciążą, jak zapewne każdej z was plusików. Trzeba kochać siebie, a kilogramy zrzucać!

Aga.

Komentarze

  1. Podziwiam Cię za ten post. Przemiana jest niesamowita i podziwiam ogrom pracy jaki wlozylas w to by poczuć się dobrze w swojej skórze. Niby wydaje się wszystko logiczne i proste, ale wiem z doświadczenia, że nie jest. To codzienna walka z własnymi słabościami i z tym by nie wmawiać sobie (i innym!) , że jest dobrze. Sama jestem "na wiecznej diecie" i wiem ile pracy to kosztuje. I wiesz co? Podziwiam też, że potrafisz mówić ile wazysz. Serio. Ja jedynie wazac 74kg potrafiłam przyznać. W okolicach 100 tematu nie miało prawa być. Nie wstydzilam się tak wyglądu, jak tych przeklętych cyferek. Teraz wazac 85 czasem niektórym się przyznam. Czasem :) Dziękuję Tobie i całej blogosferze plus size za codzienne oswajanie :) A Tobie gratuluję sukcesu i życzę samych najlepszości:) PS. Przepraszam za ewentualne błędy ale telefon i autokoretka nie sprzyjają komentowaniu :) pucuszenko

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale, że trafiłam tu, tez walczę z tymi wstrętnymi kg, obserwuję Cię co prawda od niedawna, ale już stałaś mi się bliska :)Zmagam się z chorobą kręgosłupa i tym jest mi gorzej zrzucić kg, bo ruch mam ograniczony, tylko krótkie spacery, ewentualnie basen. Jestem po 2 operacjach kręgosłupa od 12 lat z nim się borykam, kg nie ułatwiają mi życia, nie raz mam doła przez moją nogę, która przez chorobę jest dużo większa i utykam przez nią :) Nie użalam się w tej chwili, tylko chcę Ci zobrazować z jakim ja problemem się zmagam :Udał mi się zrzucić 16 kg, dalej walczę ( Każdy dzień jest dla mnie walką) i taki blog jak Twój motywuje mnie jeszcze bardziej :) Dziękuję Ci kochana, że tutaj trafiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Piękna przemiana. Jestem pod wrażeniem! Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. taka przemiana zasluguje na oklaski!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę samozaparcia i motywacji! Gratuluje! Trzymam kciuki za dalsze sukcesy!����✊��������

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam Cię �� ��������

    OdpowiedzUsuń
  7. Wielki szacunek ! Jesteś świetna osoba. Od dłuższego czasu obserwuje Cię na IG i naprawdę wielkie brawa i szacunek za szczerość i bycie soba ��

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

instagram